sobota, 5 marca 2016

5 los

Restauracja na Placowej

Zgodnie z oczekiwaniami żadne z nich nie spało tamtej nocy. Michał wiercił się na kanapie widząc przed oczami Karola robiącego mdląco słodkie miny do Asi i Asię, która intensywnie grzebała widelcem w serniku. Wiedział, że jest impulsywny  i że musi nad tym pracować toteż okazał się bardzo cierpliwy dosiadając się do stolika niezakochanych. Obserwował Karola już od jakiegoś czasu tłumacząc sobie, że to zwykły zbieg okoliczności, ale kiedy zobaczył Jaworską siedzącą z Karolem  krew zagotowała się w nim i nie przestała buzować do rana. Pocieszające było to, że był bardziej taktowny niż zazwyczaj.
Nazajutrz wstał bardzo wcześnie rano i pospiesznie dojadając kawałki wczorajszej bardzo późnej kolacji wyszedł z mieszkania i pojechał na Orzechową.
Asia zamiast kręcić się w nocy na swoim nowym łóżku postanowiła przekuć ową sensowną bezsenność w przygotowanie dla Jasia najpyszniejszego śniadania i lodów na podwieczorek. W międzyczasie mogła myśleć o zaistniałej sytuacji pomiędzy nią, Michałem i Karolem. Słowa siatkarza utkwiły jej w głowie i przewijały się w niej do samego rana. Od analizowania oderwał ją Jaś, który wstał wyjątkowo wcześnie.

-Cześć Johnny, co tak wcześnie wstałeś?
-Och, znowu zapomniałaś.- skrzywił się Jaś. Asia poczuła ukłucie w sercu, bo wiedziała, że ostatnio nie spisywała się zbyt dobrze. Jaś popatrzył na nią wyjątkowo smutnym aczkolwiek wyrozumiałym wzrokiem.
-Dzisiaj idę na basen. Mam zajęcia korygujące.

Asia przypływie wyrzutów sumienia usiadła i ukryła twarz w dłoniach. Po jej bladych od nieprzespanej policzkach spłynęły ciepłe łzy. To były pierwsze od dawna chwile słabości. Jaś nie wiedział co dzieje się z jego siostrą więc nieśmiało podszedł do niej i spojrzał jej w oczy.

-No przecież nie gniewam się głuptasie.
-Jestem okropną siostrą.- przytuliła chłopaka.

Ich rodzinne chwile przerwało pukanie do drzwi, za bardzo energiczne jak na listonosza. Asia wstała ciężko z taboretu i nie wyglądając kto napastuje ich tak rano otworzyła drzwi.

-Wejdź- zaprosiła go do środka. Go czyli Michała- Jest 7 rano.
-I tak nie spałaś.
-Skąd ta pewność?
-Jesteś w dresie, masz zmęczone oczy, bladą cerę i nóż kuchenny w ręku. Pewnie poszukiwałaś wystarczająco dużej szynki, która przypominałaby moją niewyparzoną gębę i chciałaś się z nią rozprawić. Więc oto jest, moja morda!- pokłonił się soczyście.

Na twarzy Asi zagościł dawno niewidziany uśmiech. Odsunęła się o krok i wpuściła niezapowiedzianego gościa. Jaś wyglądał z kuchni wybałuszając oczy ze zdziwienia.  Michał podążył za Jaworską do kuchni gdzie Jaś wiercąc się niemiłosiernie na krześle zasiadał do naleśników.

-Zjesz…może z nami?

O dziwo żadne z nich nic nie mówiło, ale cisza, która nastała nie była krępująca. Jaś mruczał coś pod nosem jedząc naleśniki i popijając kakałem, a Michał nadzwyczaj spokojny jadł swoją niemałą porcję starając się nie ubrudzić swojej za dużej brody. Jaworska natomiast nie wierzyła w tą całą sytuację. Z resztą, nikt by nie uwierzył. Jaś po wyczyszczeniu talerza podziękował i spojrzał się Kubiakowi prosto w oczy.

-Ekhmmmm. Więc kochasz moją siostrę?- wzrok obojga dorosłych zatrzymał się na Jasiu, który z miną profesora oczekiwał na odpowiedź.
-Jasiek!- Asia o mały włos zadławiłaby się.
-A pytasz bo?
-Nie wierzę…- Jaworska rozłożyła bezradnie ręce.
-No wiesz. Jest sama, nawet ładna, bystra i dobrze gotuje.
-Fakt, całkiem dobre te naleśniki.- Kubiak zaśmiał się dobre bawiąc się całą sytuacją.
-Halo! Ja tu siedzę!
-No i w ostateczności mógłbyś się z nią ożenić, a ja mógłbym z wami zamieszkać.
-Idź się spakować. Ale to już!
Chłopaki wymienili spojrzenia i uśmiechy doprowadzając Asię do szału.
-Durnie!

Zostali w jadalni sami wprowadzając niezręczną atmosferę. Oparli się o blat i trzymając dwa kubki gorącej kawy z mlekiem bez cukru co jakiś czas oglądali swoje płytki paznokci medytując nad ich stanem mineralnym.

-Co do wczoraj…- zaczął drwal- Zachowałem się jak debil, choć nie twierdzę, że jestem normalny.
-Hmmm, rozumiem, że to są przeprosiny.
-Nie. To znaczy tak!
-Och, zdecyduj się.
-Przepraszam. I proszę nie pakuj się w Karola…
-Michał, każdy z nas ma swoje życie…
-Nie kończ.

Jasiek wyszedł ze swojego pokoju niosąc ze sobą torbę sportową przewieszoną przez ramię lecz zatrzymał się ostentacyjnie stawiając ją na podłodze i patrząc na dorosłych.

-Asia, spóźnimy się!- Aśka zreflektowała się szybko w sytuacji i minutę później wszyscy zbiegali na dół.
-Zapraszam do taksówki-mrugnął okiem do blondynki.
-Jedziesz z nami?- zapytał Jasiek.
-Nie wiem czy szefowa się zgodzi.- puścił do Jasia oko.

Asia udała, że nie słyszała i zasiadła na przednim siedzeniu obok kierowcy. W czasie jazdy słyszała jak chłopcy rozmawiają w najlepsze. Zdała sobie sprawę, że szybko złapali ze sobą kontakt czego obawiała się odkąd Michał pojawił się w drzwiach. Musiała to wszystko skończyć zanim na dobre się zaczęło.
Telefon Asi rozdzwonił się i kobieta patrząc na wyświetlacz czuła jak wszystko w niej zamiera.

-Coś się stało?- szepnął Kubiak widząc jej nietęgą minę.

Asia przyłożyła telefonio ucha i wsłuchiwała się w wypowiadane do słuchawki słowa.  Kiwała głową i mruczała do słuchawki. Jej kolana podrygiwały, a palcami wystukiwała palcami nierówny rytm. Była widocznie podekscytowana lub zdenerwowana, ciężko mu było to określić. Musiał przyznać, że rodzeństwo było bardzo ze sobą zżyte, bo gdy jedno nie było w stanie usiedzieć spokojnie przy telefonie, drugie nie odrywało  od pierwszego wzroku.

-Asia?- zapytał gdy dziewczyna odłożyła telefon.
-Michał, czy to też twoja sprawka?
-O czym ty mówisz?- zapytał podejrzliwie. Asia dała znać, że za chwile porozmawiają o tym telefonie. Kubiak poczuł się doroślej niż zwykle gdy Asia kazała iść Jaśkowi przebierać się do szatni, a sami zostali w samochodzie, by porozmawiać.
-Zadzwonili do mnie z PZPSu, mam stawić się jutro popołudniu na rozmowę i nie wiem czego będzie ona dotyczyć. Mam złe przeczucia. Martwię się, że Karol mógł coś nagadać.
-Mam ochotę wpieprzyć mu porządnie.- zacisnął ręce w pięści ze zdenerwowania.

Wysiedli z samochodu i odbili swoje opaski na bramce, udali się na trybuny i przez pewien czas zadumani nad zaistniałą sytuacją obserwowali Jaśka na zajęciach korekcyjnych.

-Świetnie pływa- odezwał się Michał odrywając uwagę  Asi od kłopotliwej sytuacji w pracy.
-Będą z niego ludzie.

Asia i Michał nie znali się w ogóle, ale połączeni w niemej rozmowie czuli jakby łączyło ich wszystko. Oboje patrzyli w taflę basenowej wody wdychając zniechęcający zapach chloru i obracając gumowe bransoletki wokół nadgarstków.

-Nad czym myślisz?- ciszę przerwał Kubiak. Aśka wzruszyła ramionami i opuściła głowę wpatrując się w swoje stopy.
-Jak mnie zwolnią, to nie wystawią pozytywnej opinii. Będę musiała wrócić do supermarketu.
-Nie wrócisz do supermarketu.- stwierdził jasno i wyraźnie.
-Nic innego nie potrafię.
-O czym my w ogóle rozmawiamy?!  Nigdzie indziej się nie wybierasz!

Jego pewność o losy Asi pokrzepiła dziewczynę, ale nie usunęła z jej głowy obaw o dalsze życie rodzeństwa. Postanowiła nie martwić się do jutra odcinając temat pracy i skupiła się na postępach Jasia w pływaniu i postawie.

-Asia, miałabyś coś przeciwko gdybyśmy wybrali się na kolację?

Aśka spojrzała Michałowi głęboko w oczy skupiając się na jego tęczówkach. Tamtego dnia nie miał okularów, jedynie soczewki, które w inny sposób odbijały światło dając znać o swojej obecności. Dziewczyna nie do końca wiedziała co ma odpowiedzieć, bo serce mówiło co innego, natomiast rozum kompletnie temu zaprzeczał.

-Proszę, zrób mi tą przyjemność.
„Michał Kubiak zaprosił mnie na kolację. Ba! On mnie prosił! Ha i to facet z moich snów!”
-Michał…
-No proszę, ten jeden raz! Nie bądź zołzą, nie jesteś przecież ruda- zatrzepotał rzęsami.

Mimowolny uśmiech zagościł na twarzy Aśki i już wiedziała co mu odpowie. Totalne szaleństwo w jej wykonaniu.

-Dobrze, ale nie obiecuj sobie fajerwerków.

Z podekscytowania podrygiwał nogami czym rozbawił Aśkę. Udali się w okolice szatni czekając na Jasia. Co chwila patrzyli się na siebie nic nie mówiąc, prawdopodobnie nie wierząc, że w końcu pójdą na randkę.

-Hej, tu jestem! Jedziemy?

Wyprawili się w drogę powrotną do  mieszkania Asi i Jasia. Po drodze żadne z nich nic nie mówiło, a Jaś zasnął na tylnim siedzeniu zmęczony półtora godzinnym treningiem korekcyjnym. Droga na Orzechową minęła w skrępowaniu i małych, ukrytych uśmieszkach obojga. Z zamyślenia wyrwał ją głos Michała.

-Jesteśmy na miejscu.

Asia delikatnie obudziła Jasia i posłała go do mieszkania, sama stojąc z Michałem pod blokiem i oglądając swoje paznokcie z każdej możliwej strony. Nagle poczuła dotyk na swoim podbródku oraz jak jej głowa powoli unosi się nie swoją wolą do góry.

-O 18 w restauracji na Placowej. Nie spóźnij się.

_____________________________________________
Kolejny rozdział za nami, i kolejny wstawiony po długim czasie. Wybaczcie mi to moje lenistwo (?)
Zapraszam do czytania i komentowania :)

piątek, 5 lutego 2016

4 los

Różowa muszka

Szybki rekonesans sytuacji  utwierdził Asię w przekonaniu, że Karol nie żartuje sobie więc automatycznie zbeształa się za swoją otwartą ze zdumienia buzię.

-Zapraszasz mnie na randkę?
-Zdaje się, że tak…
-Muszę teraz odpowiadać?

Karol zrozumiał sytuację. Asia była niepewna, ale nie nastawiona na odmowę. Sama nie wiedziała co ma myśleć o tej nietypowej sytuacji.

-Jeżeli nie chcesz to zwyczajnie to powiedz.
-Nie to, że nie chcę…
-No to co stoi na przeszkodzie?

„Moja głowa.”- pomyślała Aśka. Walczyła ze sobą kolejne dwie minuty zanim ostatecznie podjęła decyzję.

-Och, no dobrze.
-Godzina 18 ci pasuje?

Aśka nie wierzyła w absurdalność całej sytuacji. Z jednej strony Kubiak, który gdzieś tam mącił jej spokojne myśli, a z drugiej strony Karol, który poruszony zainteresowaniem ów dzikiego Michała aktywował swe utajone umizgi. Asia miała o tyle łatwiejsze zadanie przed rzekomą randką, że nie musiała zastanawiać się nad wyborem wieczornej kreacji. Bowiem miała w swej szafie jedną uniwersalną sukienkę, która była odpowiednia zarówno na spotkanie na kawę jak i randkę. Tyle chociaż ciężaru spadło jej z ramion.

W miarę upływu pracy i czasu starała się nie myśleć o spotkaniu ze współpracownikiem. Jednak wychodząc z budynku owionęło ją skrępowanie. Poczuła także ścisk w żołądku na myśl o tym, że będzie musiała skłamać Jasiowi dokąd idzie.

-Jesteś jakaś zakręcona.- stwierdził Jaś.
-Miałam ciężki dzień.
-A tak ładnie wyglądasz bo?
-Idę na kawę z koleżanką.
-Jasne.

Aśka puściła Jasiowi ostrzegawcze spojrzenie, ale mały buńczucznie utrzymał spojrzenie i podniósł w końcu ręce w geście poddania.

-Jasiu, będę przed 22. W lodówce masz kolację. Jak przyjdę to masz już leżeć, jasne?
-Ale jutro jest sobota. Nie idę do szkoły.

Uśmiechając się pod nosem wyszła z mieszkania na spotkanie z Karolem. Jej uśmiech spełzł z twarzy tak szybko jak się pojawił gdy dojechała do kawiarni i zobaczyła Karola we wściekle różowej muszce. Gdy tylko ją zobaczył wstał i odsunął jej krzesło.

-Pięknie wyglądasz.- zauważył. Asia chciałaby powiedzieć to samo, ale przez gardło by jej to nie przeszło.
-Dziękuję.- bąknęła pod nosem.

Wieczór był kompletną klapą w oczach Asi. Natomiast dla Karola była to świetna zabawa, bo to, co mówił i o czym tak namiętnie opowiadał bawiło go po stokroć bardziej niż ją. Wystarczyło potakiwać i marszczyć brwi gdy opowiadał o chwilach grozy na górskim szlaku. Gdy tak opowiadał z zaciekłością Krystyny Czubówny Asia rozgrzebywała widelcem sernik, który był tak mdły jak Karolowe opowieści.

-Mówiłaś komuś, że tu się umówiliśmy?- wyrwana z zamyślenia spojrzała na Karola nie do końca rozumiejąc.
-Nie…nie…na pewno nie.
-To co on tutaj robi?- Karol kiwnął głową w stroną wejścia.

Asia spojrzała na drzwi wejściowe, w których stał wysoki umięśniony, ale nazbyt owłosiony Kubiak. Patrzył nieokreślonym wzrokiem to na Asię, to na Karola.  Spuścił głowę i ruszył stronę randkowiczów. Przystanąwszy przy ich stoliku dostawił sobie krzesło i otworzył menu niemal nie zwracając uwagi na Asię i Karola.

-Michał, co ty tutaj robisz?- zaczęła zdumiona Asia.
-Czytam menu.
-Nie o to pytam.- jej ton się zaostrzył. Kubiak podniósł głowę znad menu i spojrzał Asi prosto w oczy.
-Nie wiem czy wiesz, ale my tu jesteśmy na randce…- wtrącił niefortunnie Karol.
-Spadaj.- warknął.
-Słucham?
-Karol, obaj wiemy że nie jesteś głuchy. Spadaj, powiedziałem!

Karol spojrzał ze złością na Kubiaka po czym zerwał się z miejsca i ruszył do wyjścia nie oglądając się za siebie.

-Widziałaś jaki rycerz?  Nawet się nie obejrzał.
-Czego chciałeś?
-To nie jest facet dla ciebie.
-A kto dał ci prawo to oceniać?
-Nikt, ale to dupek.

Aśka prychnęła poruszona całą sytuacją. Spojrzała na Kubiaka na tyle wymownie, by wiedział, że czeka na wyjaśnienia

-Nie chcę cię wtajemniczać w jego grzeszki.
-To bądź tak miły i daj mi spokój.- Jaworska wstała oburzona i rzuciła 50 zł na stół. Zebrała swoje rzeczy w oka mgnieniu i ruszyła do wyjścia.

Kubiak podążał za nią obserwując jej ruchy. Przyglądał się jak 170 cm manewruje między stolikami pospiesznie zakładając płaszcz. Musiał przyznać, iż pomimo jej wyraźnego wzburzenia wyglądała bardzo seksownie co wcale nie ułatwiało mu rozmowy z Aśką.

-Asia, zaczekaj.- złapał ją za ramię.- Karol nie jest uczciwy wobec kobiet. To z kim się spotyka jest tylko robieniem mi na złość. Kilka lat temu próbował odbić mi dziewczynę, dwa lata temu zanim urodziła się Pola próbował to samo, z udanym skutkiem. Teraz zauważył, że rozmawiamy i próbuje tego samego…
-To twoje urojenia. Zanim zaprosił mnie na randkę zapytał czy się spotykamy. Wiedział, że nie więc proszę cię daruj sobie.- patrzyła mu wściekle w oczy dając mu do zrozumienia, że nie ma co liczyć na zrozumienie.- A dla twojej wiadomości nie przypadł mi do gustu.

Kobieta odwróciła się na pięcie i besztając się za to ostatnie zdanie ruszyła do postoju taksówek. Nie pomyślała, że kiedykolwiek znajdzie się w takiej sytuacji. Dwóch mężczyzn do wyboru. Ale jak to mówią: od przybytku głowa nie boli.
Pod nos Asi podjechał w samochód. Wsiadła nie spojrzawszy kto siedzi za kółkiem.

-Na Orzechową proszę.
-Na kawę mnie zapraszasz?- dopiero wtedy poznała kształt za kierownicą.
-Michał daj już spokój.
-Daję. Za dużo wrażeń jak na jeden dzień.

Asia zamilkła patrząc na mijające latarnie. Michał obserwował ją w lusterku wstecznym i jej widok go zaniepokoił. Na jej gładkiej cerze pojawiły się bruzdy wskazujące na to, że czymś się martwi.

-Przepraszam jeżeli to ja jestem powodem twojego zmartwienia.
-Po prostu nie rozumiem twoich intencji.
-To daj mi to wszystko wyjaśnić.
-Nie dzisiaj.

Otworzył i przytrzymał jej drzwi. Ukradkiem patrząc jak wysuwa raz jedna, raz drugą zgrabną nogę. „Wpadłem po uszy” pomyślał. Szedł za nią w stronę bloku, w którym dzieliła rzeczywistość z Jasiem spuszczając wzrok, by nie chłonąć jej wzrokiem.

-Dziękuję za podwiezienie.- odwróciła się i jej twarz spowiło ciepłe światło klatki.

Michał uśmiechnął się lekko zakłopotany sytuacją i swoim szaleńczym wygłupem. Tę noc spędzi na wyrzucaniu sobie głupiego zachowania.

______________________________________________
Nie zabijajcie mnie, proszę!
Nawaliłam, przyznaję :)
Mam nadzieję, że chociaż troszkę zrekompensuję Wam czekanie tym rozdziałem.
Pozdrawiam i całuję :*
Aaaaa i Aśka ma nie po kolei w głowie. 

niedziela, 27 grudnia 2015

3 los

Szkoda

Jaś nie zadawał trudnych pytań o to, jak Asia dostała pracę. On po prostu się cieszył, że pracuje i że ich los powoli odmienia się. W podzięce za jej starania poczuł się w obowiązku nadrobić wszelkie zaległości związane z nauką, których i tak w ostatnim czasie było niewiele. Więc najlepszą zapłatą Asi było, gdy na wywiadówce w szkole dostała karteczkę ze stopniami Jasia. Po powrocie do domu przytuliła chłopca mocno.

-Nic nie mów. Zrobiłem to dla nas.
-Wiesz co sprawia, że jest się dorosłym? Nie to, co my mówimy, tylko co mówią nasze czyny… Dla mnie jesteś dorosły.

Telefon Asi rozdzwonił się lecz numer na wyświetlaczu nic jej nie mówił. Nie mógł to być Michał, którego numer znała na pamięć, a który milczał odkąd ostatni raz się widzieli, czyli od miesiąca.

-Halo?
-Cześć, tu mama- jej głos był przejrzysty, pewny siebie.
-Skąd masz mój numer?- spojrzała sugestywnie na Jasia- Z resztą nieważne.
-Co u was? Jak sobie radzicie?- Asia na końcu języka miała „A odkąd cię to obchodzi?”, ale ugryzła się w język.
-Coraz lepiej. Mam nową pracę. A jak tam twoje sprawy?
-Zaprosisz mnie na herbatę?
-Słucham?
-No… stoję pod waszym blokiem. Mogę wejść na górę?
-Tak, proszę.

Asia przysiadła na kanapie ze zdumienia. To już ponad miesiąc odkąd jej matka jest na odwyku. Musiała zatem zakończyć leczenie i wrócić do Warszawy. Monotonnym krokiem ruszyła w stronę kuchni. Wstawiła wodę na herbatę i niczym się obejrzała Janek otwierał drzwi wejściowe do mieszkania. Przybierając chłodną minę, Asia wynurzyła się z kuchni. Gdyby nie wyuczona mimika twarzy rzuciłaby się matce w ramiona widząc jak wiele zmieniło się w jej wyglądzie.

-Cześć, wyglądasz inaczej. Lepiej.- podeszła do matki i potarła niezgrabnie jej ramiona. Matka uśmiechnęła się lecz milczała.- Proszę, rozbierz się. Musisz być zmęczona i zmarznięta.

Jaś zaprowadził mamę do dużego pokoju, który jak do tej pory przeszedł największą metamorfozę. Pojawiły się tak meble, których wcześniej brakowało, szafki powoli wypełniały się rzeczami Asi i Jasia. Asia tymczasem parzyła herbatę, tak jak kiedyś zwykła to robić mama. W imbryczku babci, który Asia zabrała uciekając z Jasiem z ich rodzinnego domu.

-Macie piękny salon. Bardzo się zmienił odkąd ostatni raz u was byłam.

Asia pokiwała głową lustrując matkę dokładnie. Buzia zmieniła się nie do poznania. Jej niegdyś przekrwione policzki i popękane naczynka krwionośne zastąpiła zdrowa i świeżo wyglądająca cera. Zniknęły podkrążone oczy i pożółkłe sińce pod oczami. Jak dawna, ale nieco starsza mama.

-Mówiłaś, że zmieniłaś pracę. Gdzie teraz pracujesz?- Asia z dystansem podchodziła do takich pytań. Gdy jeszcze dietę mamy w 90% stanowił alkohol zdarzało się, że nachodziła Asię w pracy wyłudzając od niej pieniądze lub kradnąc alkohol ze sklepu. Później już ochroniarze nie wpuszczali ani jej matki, ani ojca. W PZPSie potroiła się ochrona sprawdzając każdego kto wchodzi i wychodzi więc nie istniało realne zagrożenie kompromitacji.

-W Polskim Związku Piłki Siatkowej. Jestem na rocznym stażu. Jak się sprawdzę to zostanę przeniesiona do działu kontaktu z mediami.
-To bardzo dobra praca. Cieszę się.
-A jak tam twój odwyk?- twarz matki rozjaśnił uśmiech.
-Cieszę się, że tam poszłam. Jest mi dużo lepiej. Czuję, że odzyskuję kontrolę nad swoim życiem.- Asia czuła, że to nie wszystko, co matka chciała powiedzieć.
-I?
-I co?
-Wracasz tam?
-Tak, jutro wracam z powrotem.
-To nie wszystko, co chciałaś mi powiedzieć, prawda?
-Nie. Mam kogoś.
-Tam?
-Tak jakby.
-Nie będę cię ciągnąć za język.
-Och, nie chcę zapeszać. To lekarz z oddziału.
-Dlatego chcesz wracać?
-Nie. Czuję, że mogę jeszcze się naprawić.- niewysłowiona ulga zalała serce Asi.
-A co z tatą?!- obruszył się Jaś, którego ton wskazywał, że wcale się nie cieszy z wyboru matki.
-Tata? Tata Jasiu nie chce się zmienić.- odpowiedziała spokojnie Elżbieta.
-To zmuś go!
-Próbowałam, naprawdę. On już mnie nawet nie poznaje…- odwróciła głowę w stronę okna maskując przy tym powstałe ze zmartwienia zmarszczki.

Jaś siedział i chowając twarz w dłoniach płakał cichutko. Ramię Elżbiety oplotło jego już nie tak chudą talię i przygarnęła go do siebie.

-Pewnie pamiętasz jak Asia często na nas krzyczała, żebyśmy przestali pić. Czy my jej posłuchaliśmy? Nie. Piliśmy dalej. Do niczego nikt nas nie zmusi jeżeli sami tego nie będziemy chcieli. Zmiany muszą wychodzić od nas.- spokojny szept Elżbiety dotarł do uszu Jasia, ale ten poruszony sytuacją zerwał się i pobiegł do pokoju.

-Dajmy mu czas.- Asia wiadomości przyjęła spokojnie choć ich ilość była dla niej przytłaczająca.
-Kiedy to wszystko zdążyło się tak spieprzyć?
-Już nie pamiętam. I nie chcę, bo tak mi lżej.
-Czy kiedykolwiek mi wybaczysz?
-Nie wiem. To jeszcze jest zbyt świeże.

Matka uśmiechnęła się smutno. Ucałowała czubek głowy Asi i powolnym, ale stabilnym krokiem szła w stronę drzwi wejściowych. Zatrzymała się i odwróciła w stronę Asi.

-Rozprawa odbędzie się w maju.- dziewczyna pokiwała głową nie zatrzymując kobiety.- Asiu?
-Tak?
-Będę o nas walczyć.- zniknęła za drzwiami.

Pół godziny później siedząc na kanapie w dużym pokoju i przyglądając się światłom ulicy telefon Asi ponownie się rozdzwonił. Kolejny nieznany numer zburzył jej ciszę.

-Słucham?
-Asia?
-Być może.
-Tu Michał, dzwonię z Ankary.- „stąd ten nieznany numer”.
-Cześć.- cisza w słuchawce trwała o wiele za długo.
-Przeszkadzam ci? Wróciłaś z wywiadówki?- „skąd on do cholery wie o wywiadówce?”
-Skąd wiesz, że byłam?
-Próbowałem zastać cię w biurze, ale Karol powiedział, że wyszłaś wcześniej do szkoły Jasia.
-Jak sezon?- Asia próbowała zmienić bieg rozmowy na niego.
-Do bani, ale nie po to dzwonię.
-Tak? A po co?
-Za kilka dni kończy się sezon i będę w Warszawie na trochę i tak sobie myślę czy zechciałabyś pójść ze mną na kolację?

Tylko takich propozycji jej brakowało. Jakby jej dzień nie był wystarczająco ciężki. Poza tym wyraziła się jasno, że nie obchodzą jej trójkąty, a tym bardziej nie chciała mieszać w to dzieci. Tak, Michał Kubiak jej się podoba, a nawet bardzo, ale nie będzie sprowadzała sobie łez i rozterek na głowę. On mógł odejść do dziewczyny w każdej chwili, ale ona nie miała takiego koła ratunkowego.

-Nie, Michał. Nie możemy się spotykać.
-Chodzi o moją dziewczynę? My już nie…
-Naprawdę nie chcę wiedzieć.
-To twoja ostateczna decyzja?
-Tak.                                                                                                                                              
Kolejny problem. Michał. Ten stuprocentowy facet ma w zanadrzu bagaż nie do odczepienia. I nie chodzi tu o dziecko, ale o więź łączącą go z matką dziecka. Poza tym prawie wcale się nie znali. Byli raz na kawie, ot co! To za mało! Ona potrzebowała stałego związku, takiego który dałby jej oparcie w trudnych chwilach. Jaś dorastał, będzie potrzebował męskiego punktu widzenia, a nie zastępczego opiekuna, który 99% czasu spędzałby poza domem. Sportowcy więc odpadali.

-Szkoda.- w słuchawce usłyszała, że odłożył telefon.
~~*~~
-Po co dzwoniłeś pajacu?- wyrzucał sobie.- Przecież ona nie chce takiego frajera!
Opadł ciężko na poduszki w swoich wynajętym mieszkaniu w centrum Ankary. Miał zadzwonić i porozmawiać z nią o tym co się u niej dzieje, o tym co słuchać u niego, a nie wylatywać od razu z propozycją kolacji. Wiedział, co sobie pomyślała. Kawa to za mało, żeby iść zaraz na kolację. Do tego jego dziewczyna. Mało kto wiedział, że od dawna nie spotykają się i kontaktują się jedynie w sprawie dziecka.

-Chciałeś mieć wszystko na raz, a tak nie masz nic.

Ta noc była dla niego nieprzespana. Nazajutrz miał ostatni mecz w lidze tureckiej i postanowił, że jak najszybciej wróci do Polski. 
~~*~~
Nazajutrz, gdy tylko Asia wpadła do biura niemal od razu napatoczyła się na Karola. Ten całkiem miły przełożony stanowił centrum informacji Kubiaka.

-Hej. Coś ciekawego działo się w biurze jak wyszłam?- chłopak uśmiechnął się szeroko.
-Nic. Zupełnie nic.
-Nikt nie dzwonił do mnie?- podpytywała.
-Nie, cisza.- z łatwością skłamał.

Asia złapała na chwilę wzrok Karola i utrzymała z nim kontakt wzrokowy na dłużej prowokując go do powiedzenia prawdy.

-No to jak? Dzwonił ktoś do mnie?
-Chyba sobie przypomniałem…- Asia powoli uniosła lewą brew- Kubiak coś od ciebie chciał, ale sam to załatwiłem.
-Aha, rozumiem.- nie do końca zadowolona z połowicznego kłamstwa Karola zamknęła buzię na kłódkę.
-Asiu?- Karol popatrzył na Aśkę podpierając podbródek.
-Hmmm?
-Czy ciebie i Kubiaka coś łączy?- zdumiała się zuchwałością jego pytania.
-Nie. Skąd to pytanie?- z karolową łatwością skłamała.
-Bo jak dzwonił wydawał się nieco spięty.
-Może był zmęczony. Tak zwykle bywa pod koniec sezonu.
-Może. Więc skoro was ten… no… nic nie łączy…- w jego głos wkradła się nerwowość- to może wybierzemy się do kina, a później na kolację?

_______________________________________________
No cóż, rozdział z serii "nudy", ale i taki musi być :)
Święta i po Świętach i całe szczęście, bo mam chociaż trochę czasu na napisanie rozdziałów. 
Mam nadzieję, że nie zanudzicie się tą częścią, a jeżeli tak to ostre komentarze również będą mile widziane. 
Do zobaczenia, mam nadzieję, że szybciej niż poprzednio!
MegR

niedziela, 29 listopada 2015

2 los

Powiedz mi coś o sobie

Dni mijały pracowicie jak zawsze. Asia nie zastanawiała się nad tym czy dostała pracę, czy też nie. Dla niej to było oczywiste. Że nie. Wiele mówi się o rozmowach o pracę kończących się „Zadzwonimy”. Asia pracowała tam, gdzie dostała pracę jako pierwszą. W supermarkecie był jej drugi mały świat. Lata spędzone na rozkładaniu towarów na półkach pozwoliły jej zaprzyjaźnić się z współpracownikami i kierowniczką. Dzięki temu mogła pracować tylko na pierwsze zmiany, tak aby odbierać Jasia ze szkoły albo żeby nie czekał na nią długo sam.

-Słyszysz mnie? Mówię do ciebie!
-Jasiu, nie słyszałam. Przepraszam.
-Nie wiem co się z tobą dzieje. Przerażasz mnie…
-Nic się nie dzieje. Coś się stało?
-Tak. Próbny test szóstoklasisty jutro. Pamiętasz?
-No tak.
-Czyli uprasujesz mi spodnie?
-Jeszcze pytasz…

Te codzienne rozmowy z Jasiem o błahych sprawach pozwalały jej myśleć, że wszystko jest w porządku. Pod pozorem normalności żyli z dnia na dzień.

-Aśka!- dobiegł ją krzyk Jaśka.
Mężczyzna stał za drzwiami i wyciągnął do niej plik papierów.
-Koperta dla pani. Proszę pokwitować odbiór.

List był co najmniej dziwny. Wypakowana koperta zawierała kilka kartek. Wyraźnie zainteresowana przesyłką pospiesznie podpisała odbiór i rzucając krótkie „Do widzenia!” zamknęła drzwi. Siadając na kuchennym krześle już trzymała kartki, które czytała ze zmarszczonym czołem.

-To z ośrodka pomocy?
-Nie…
-Więc co to?
-Wygląda na to, że dostałam pracę…
-Nie cieszysz się- stwierdził Jaś.
-Cieszę się. Po prostu jestem zaskoczona.
-Ja w ogóle. Wierzyłem w ciebie.

12-latek uwiesił się na Asi przytulając jej zmęczone plecy i całując jej policzek. Przez moment czuli się jakby nie mieli żadnych trosk. Asia odetchnęła z ulgą, że po tygodniu od ostatnich rozmów o pracę ktoś ją zechciał. I to kto! Sam PZPS.

-Chyba będę musiała komuś solidnie podziękować…- mruknęła pod nosem.

Pomiędzy złożonymi kartkami z umową o pracę zauważyła luźną kartkę. Osobny liścik głosił:
Serdecznie witamy w kadrze PZPSu. Nasz wspólny znajomy pomógł nam podjąć decyzję. Do zobaczenia w piątek o 9 rano na szkoleniu przygotowawczym. Pozdrawiam, Karol Wójcik
„Nasz wspólny znajomy?”- zastanawiała się. Żaden z jej znajomych nie pracował w PZPSie, żaden nawet nie pomógłby jej znaleźć pracy, a tym bardziej namówić kogoś na pozytywne rozpatrzenie jej kandydatury.
Nagle ją olśniło. To ten koleś z ławki i PZPSu pomógł jej. Ale dlaczego? Wpadła w panikę. Nie wiedziała o nim nic. Nawet jak ma na imię. W jednej chwil postanowiła go odszukać.

-Jasiu, jesteś już gotowy? Odprowadzę cię…

Szli razem w ekspresowym tempie mijając dzieciaki niespiesznie idące w stronę szkoły. Jaś co chwila o coś pytał, a ona nie miała głowy, żeby wyczerpująco mu odpowiadać. W końcu zirytował się.

-Ogarnij się! Nie da się z tobą rozmawiać!- zaskoczona jego tonem wybałuszyła oczy i otworzyła buzię.
-Jasiek!- po chwili jednak zreflektowała się- Ochh, przepraszam, ale myślami jestem w pracy..tej nowej oczywiście.
-Jak tak dalej będzie to oszaleję…
-Nie będzie. Muszę sobie to po prostu poukładać w głowie.

Pożegnali się przed szkołą i Asia obiecała przygotować coś ekstra na obiad. Nikłe to było pocieszenie dla 12-latka gdy troszczył się o humor siostry. Wiedział bowiem, że jego dzień zależy od jej trosk.
Ona tymczasem szła czym prędzej do PZPSu w nadziei, że spotka owego nieznajomego znajomego gdzieś w siedzibie i będzie mogła go o wszystko zapytać, a przy okazji ochrzanić. W niewiele ponad pół godziny dotarła do siedziby wypiekami na twarzy od mroźnego powietrza. Wpadła przez drzwi wejściowe reflektując, że zrobiła to trochę za szybko i szaleńczo. Uspokoiwszy się rozejrzała się mimowolnie po holu i wtedy go zauważyła. Stał przed windą  czekając aż zjedzie na dół. Nie chciała wzbudzać podejrzeń więc ruszyła do w stronę windy. W międzyczasie lustrowała osobnika od góry do dołu szacując ile ma wzrostu. Nim zdążyła to wszystko przemyśleć ów człowiek zniknął za drzwiami windy. Spokojnie czekała, niczym przyczajony drapieżnik. Winda zatrzymała się na 5 piętrze więc i ona postanowiła tam wjechać i zaczekać na mężczyznę.

Na piętrze panował spokój. Gdzieniegdzie słychać było rozmowy. Naglę ciszę przerwał głośny i szczery męski śmiech. Podeszła bliżej w miejsce skąd dobiegał ów dźwięk i stanęła jak wryta. Tak to był ten człowiek. To on. Stanęła przy oknie delektując się porannym słońcem wpadającym przez okna piątego piętra siedziby Związku. Coś skrzypnęło i drzwi się otworzyły, w drzwiach plecami do korytarza stał facet-enigma. Chwilę później Asia zatrzymała go na korytarzu.

-Zaczekaj!- odwrócił się i na jego twarzy zagościło zaskoczenie.
-Czatowałaś na mnie?- zapytał z uśmiechem.
-Nie. To znaczy tak! Musimy porozmawiać.
-Chciałem ostatnio z tobą porozmawiać, ale nie byłaś taka chętna…
-Okoliczności się zmieniły.
-Kawa?
-Słucham?
-No chcesz porozmawiać. Chyba nie będziemy rozmawiać na korytarzu.
-Och, ok. Niech będzie ta kawa.

Szli w dość żwawym tempie przez korytarze. Nie odzywając się ani słowem dotarli przed budynek.
-Gdzie mnie prowadzisz?

-Wywiozę cię i sprzedam.
-Brzmi interesująco.

„Zabawna jest” stwierdził. Oczy smutne, ale wesoła dusza. Kobieta zagadka. Z przerażeniem stwierdził, że go to kręci. Ostrożnie lustrując Asię prowadził ją do swojej ulubionej kawiarni, gdzie serwują wyjątkowo dobrą kawę.
Zasiedli przy odludnym stoliku, tak aby nikt go nie rozpoznał. Od pewnego czasu musiał się kamuflować, stąd ta długa broda i zmierzwione włosy. Rozejrzał się po kawiarni i z zadowoleniem stwierdził, że nikt nie zwrócił na nich uwagi. Zamówił dwie kawy nie pytając dziewczyny o zdanie. Po jej minie widać było, że wcale jej to nie przeszkadza.

-Wyczaiłaś mnie dzisiaj z samego rana, a teraz milczysz. Jesteś moją psychofanką?
-Śmieszne. Mam zbyt wiele pytań i nie wiem od czego zacząć.
-Od tego co cię najbardziej nurtuje.
-Taa. Nic o tobie nie wiem, a ty o mnie. Załatwiasz mi pracę. Nie uważasz, że mam prawo czuć się co najmniej dziwnie?
-Przyjmijmy, że może masz takie prawo. Sama powiedziałaś, że się nie znamy więc skąd wiesz, że dzięki mnie pracujesz?
-Nie bądź śmieszny…
-No ok. Przyjmijmy, że to ja i co?
-I nie wiem czy mam ci podziękować, czy dać w gębę…- jej uśmiech złagodził ostre słowa.
-Wystarczy zwykłe dziękuję.
-Dziękuję, chciałabym ci się jakoś odwdzięczyć.
-Opowiedz mi coś o sobie.
-Nie tak szybko. Twoja kolej. Wiesz jak się nazywam, a ja nie wiem nawet jak masz na imię chociaż bardzo mi przypominasz mojego ulubionego sportowca.
-Nazywam się Michał Kubiak i jestem siatkarzem reprezentacji.

Aśka się tego nie spodziewała. Choć wiedziała, że skądś zna taką twarz to nigdy w życiu nie przypuszczała, że będzie śmiała się, pyskowała i docinała swojemu wymarzonemu typowi mężczyzny. Gdyby tylko wiedział o tym, że oglądając mecze z nim czerwieni się jak nastolatka…
-Ehm… Jestem Joanna Jaworska.
-To wiem, a co robisz w życiu?

Asi z trudem przyszło opowiedzenie o sobie, Jasiu i w skrócie o swoich perypetiach. Zdecydowanie bardziej wolała słuchać i pomagać innym niż opowiadać o sobie. Między wierszami opowiedziała o rodzicach i jej codziennych obowiązkach.

-Imponujesz mi.
-Chrzanisz głupoty.
-Nie znasz mnie.
-A ty mnie.

Po chwili oboje wybuchnęli śmiechem. Głupawka trzymała ich jeszcze przez chwilę do momentu gdy Asia zdecydowała się kontynuować rozmowę.

-Twoja kolej.
-Trenuję od kilkunastu lat…
-Wiem wszystko o twoim życiu zawodowym. Powiedz mi kim jesteś…
-Ostatnio jestem nikim. Bezwartościowym dupkiem. Tyle w temacie.
-Nie wierzę. Jesteś aż tak krytyczny wobec siebie?- wzruszył jedynie ramionami -Tylko pewny siebie zawodnik, z pomysłem na życie i głową pełną pomysłów czesze się z przedziałkiem na boku i zapuszcza na wiosnę brodę Świętego Mikołaja. Nikt inny by się nie odważył.
-Jesteś bezczelna- zauważył przybierając swój firmowy uśmiech.
-Jestem.
-To przydatna cecha.
-Trzeba sobie radzić w życiu.
-Spotkamy się jeszcze?

Zbił ją z tropu. Trudno było oczekiwać, że jako fanka siatkówki nie będzie interesowała się życiem zawodników. Wiedziała wszystko na temat, a tak jej się przynajmniej wydawało, życia prywatnego Michała Kubiaka, łącznie z tym, że ma córkę i dziewczynę.

-Nie wydaje mi się, żeby to był dobry pomysł?
-Dlaczego?
-Masz życie prywatne.
-Każdy je ma.
-Ale ty masz już z kim się spotykać i opiekować.
-Na kawę też się nie wybierzesz?
-Nie wiem.
-Zadzwoń kiedy się dowiesz- szelmowski uśmiech zagościł na jego twarzy.

Dziewczyna usiadła głęboko na krześle i z większej odległości zlustrowała Kubiaka wzrokiem. Był taki jakiego go sobie wyśniła. Pewny siebie, nawet lekko bucowaty, co całkiem jej odpowiadało. Ale jako kobieta z zasadami nie bawiła się w czworokąty: ona, Kubiak, mała i jego dziewczyna. To absolutnie nie wchodziło w grę.

-Nie zadzwonię. Możesz być pewien.
___________________________________________
Och, i poszedł! Kolejny rozdział. Mam nadzieję, że Wam się podoba. Czekajcie na kolejny. Pozdrawiam i całuję :)
Meg R.